czwartek, 12 stycznia 2012

Wino ze śliwek

Jest karnawał, wydajemy przyjęcia, chodzimy na nie. Dlatego dziś będzie o alkoholu.

fot. rgbstock / just4you

Wino ze śliwek, chociaż najpewniej kojarzy się wam z napitkiem kupowanym do sushi, produkcji japońskiej lub chińskiej, jest polskim produktem wpisanym na listę produktów regionalnych. Wino produkowane w Polsce jest słodkie, intensywnie śliwkowe, ma brązowy kolor.

Według strony Ministerstwa Rolnictwa, podstawowy przepis pochodzi z 1946 roku i zawiera tylko 3 składniki: śliwki, cukier i wodę. Reszta to już umiejętności.

Pijacie czasem domowe wina? Ja piłam kiedyś, w domu rodzinnym dobrej znajomej. Było bardzo aromatyczne i słodkie. Ma to taką zaletę, że trudno go dużo wypić :)


środa, 11 stycznia 2012

Gdzie na zakupy - Sudawia

Staram się raz na jakiś czas pisać o tym, gdzie opisywane przeze mnie produkty kupić. Dziś czas na sklep Sudawia, o którym słyszałam bardzo dużo dobrego.



Sklep mieści się w Warszawie, przy Racławickiej 27, niedaleko stacji metra Racławicka. Jeśli nie jesteś z Warszawy, prze przestawaj czytać - jest też sklep internetowy. Ale nie taki zwykły. Sami twórcy i właściciele Sudawii piszą, że nie chcieli tworzyć typowego sklepu, bo nie chcą być czymś w rodzaju hipermarketu. Cenią sobie osobiste podejście do klienta i dlatego na stronie Sudawii znaleźć można szczegółowe opisy oferowanych produktów - w ofercie są rzeczy do jedzenia, kosmetyki i rękodzieło ludowe. Jeśli coś Cię interesuje, piszesz mail, a ktoś ze sklepu odpisuje na niego i wspólnie tworzycie zamówienie na miarę Twoich potrzeb. Takie podejście bardzo mi się podoba, bo jest faktycznie osobiste. Minus to na pewno czas - ale jedzenie regionalne, organiczne, ekologiczne to też jedzenie w wolnym tempie, slow food.

W sklepie regularnie pojawiają się dostawy - z dobrych piekarń, z ekologicznych upraw owoców i warzyw, z tradycyjnych wędzarni. Kupisz tu prawdziwy sękacz, ryby wędzone dymem, wędliny bez polepszaczy i wiele innych przysmaków.

wtorek, 10 stycznia 2012

Ser żółty smażony

fot. minrol.gov.pl
Podkarpacki specjał, który łatwo zrobić samemu.

Smażony ser zna chyba każdy. Po pierwsze, to prosty sposób na sycącą, kaloryczną przekąskę, tzw. comfort food. Po drugie, podgrzewanie to sposób na "uratowanie" podstarzałego sera białego. Kiedyś była to normalne metoda na przedłużenie trwałości sera białego. Według tego, co znalazłam na stronie Ministerstwa Rolnictwa, udało się ustalić, że była to raczej wytworna przekąska, podawana na specjalne okazje. Teraz z tą wytwornością byłoby różnie, ale myślę, że na wieczór "raz na ludowo" taki ser smażony to świetny pomysł na przekąskę do piwa, zamiast chipsów.

W internecie znalazłam sporo przepisów, w tym jeden na stronie Podkarpackie Przysmaki. Dla tych, co nie lubią gotować albo nie mają ochoty na intensywne zapachy - link do strony producenta takich serów, firmy Frąckowiak. Jest nawet wersja ekologiczna!

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Miętowa Kamcia

fot. sejmik.kielce.pl
Kamcia to nie imię dziewczyny, ale nazwa własna alkoholowego napitku, a dokładniej - nalewki, będącej potrawą regionalną z województwa świętokrzyskiego.

Nalewki to napoje specyficzne dla Polski. Produkuje się je z owoców, ale też z ziół - jak w tym przypadku. Zalewa się je alkoholem, czasem dosładza. Nalewki to nie tylko sposób na świętowanie, ale też napoje o działaniu leczniczym - żeby wspomnieć choćby orzechówkę, stosowaną przy problemach żołądkowych czy kamcię właśnie. Tradycja produkowania nalewki na mięcie wiąże się z rodziną Potockich, mieszkającą przed laty w Moskorzewie. W parku otaczającym dom rosło sporo mięty pieprzowej, z której powstawała nalewka, podawana na wszelkich imprezach okolicznościowych. Jak to z dobrymi przepisami bywa, także i ten wydostał się z dworu. A skąd nazwa? Tutaj wersji jest kilka. Według jednej, tak miała mieć na imię wnuczka właścicielki dworu. Według innej, to imię kucharki z dworu, wielkiej znawczyni wyrobów alkoholowych.

Nie znalazłam nigdzie adresu, gdzie można tę nalewkę kupić - zapewne wynika to z przepisów obowiązujących w Polsce, dotyczących handlu alkoholem. Są za to różne przepisy na nalewki miętowe - jeden z nich znajduje się tu.

Robiliście kiedyś nalewkę miętową albo piliście? Ja nie, a bardzo lubię miętę, więc zamierzam spróbować taką zrobić.

środa, 4 stycznia 2012

Chude mięso jest zdrowe!


Zwykło się uważać, że mięso – szczególnie czerwone – to grzeszny nawyk, bo mięso w ogólności nie jest szczególnie zdrowe. Na szczęście dla wszystkich mięsolubnych, najnowsze badania obalają ten mit.

fot. rgbstock / greyman

Wyniki badań, opublikowane w American Journal of Clinical Nutrition wskazują, że czerwone mięso może być korzystne dla organizmu, jeśli jada się je z umiarem. Trwające prawie dwa lata badania wykazały, że jeśli trzymać się podobnej liczby kalorii w diecie, to spożywanie chudego, czerwonego mięsa może obniżać „zły” cholesterol (LDL). Uczestnicy badania zjadali od 120 do 165 gramów mięsa – grillowanego, duszonego lub smażonego.

Owszem, badanie było współfinansowane przez National Cattlemen's Beef Association, ale myślę, że dobrze obrazuje starą zasadę, że wszystko z umiarem jest OK. Nigdy nie uwierzyłam do końca w te ponure opowieści o tym, jak to czerwone mięso sprawi, że padnę trupem na miejscu – i jak widać, słusznie nie dowierzałam. Nie zamierzam przesiadać się na 2 krwiste steki dziennie, ale domowy hamburger raz na jakiś czas albo dobre bitki wołowe – czemu nie?

Źródło: http://bit.ly/tJ8754

wtorek, 3 stycznia 2012

Rudy, rudy rydz!

fot. natoobe.pl
Ale nie mówię tu o grzybie o nazwie rydz, ale o roślinie o nazwie lnianka ozima. Ona też jest nazywana rydzem i jeszcze w latach 50-tych XX wieku to z niej wytwarzano najwięcej oleju w Polsce. Potem jednak rzepak wyparł lniankę - ale ta wraca. Olej rydzowy opisywany jest jako mający korzenny smak z wyraźną nutą cebuli i gorczycy, czysty, swoisty aromat i rudą barwę. Podobno fantastycznie smakuje podawany jako dodatek do kasz, ziemniaków, pieczywa, ryb, mięs - czyli w zasadzie do wszystkiego. Ciast bym na nim nie piekła, ale jakieś wytrawne grissini, czemu nie?

Olej rydzowy jest chyba najstarszym produktem z rodzaju olejów i tłuszczy na liście Ministerstwa Rolnictw i Rozwoju Wsi. Pojawił się na niej już w 2006 roku. Od tej pory jego sprzedaż w Polsce rośnie, da się go znaleźć nie tylko na regionalnych targowiskach (olej produkowany jest w Wielkopolsce). A wszystko to dzięki przypadkowi - w latach 90-tych do tłoczni zgłosił się rolnik, który bardzo cenił sobie smak tego oleju i co roku uprawiał trochę lnianki na własne potrzeby. Tłocznia przy okazji przeprowadziła badania powstałego oleju i okazało się, że nie tylko jest on smaczny, ale też ma wyjątkowo korzystny skład - dużo witamin (szczególnie wit. E), miko- i makroelementów. Łyżeczka tego oleju to ilość NNKT, jaką potrzebujemy przyjąć w ciągu dnia.

Olej rydzowy można kupić w serwisie natoobe.pl. Nie piszę "w sklepie", bo natoobe.pl to platforma gromadząca produkty wielu producentów. Można tam znaleźć dużo produktów lokalnych, organicznych, ekologicznych.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Noworoczne postanowienie: kupować lokalnie

Dużo mówi się o zaletach kupowania niedaleko od domu. Sklepiki prowadzone przez znanych nam ludzi, targi, a nawet pan, który swoim furgonem podjeżdża w okolice naszego domu raz na tydzień czy dwa - to wszystko miejsca i osoby, które warto poznać.

fot. rgbstock.com / lusi
Jak znaleźć takie miejsca? Pytaj sąsiadów, rozglądaj się, spacerując po okolicy, próbuj - jeśli spytasz pana w warzywniaku, skąd jest sałata, skąd pomidory, najprawdopodobniej odpowie. Na pewno sporo towaru będzie pochodzić z giełdy spożywczej, ale będą też rzeczy "ze wsi", czyli prosto z zagonu, prosto z grzędy, prosto od krowy lub kozy.

Na szczęście, szukanie po okolicy to tylko jedna z możliwości. Internet pomaga nam i w znalezieniu źródła zdrowych, świeżych produktów. Na stronach ekotarg.pl i lokalnazywnosc.pl dostępne są wyszukiwarki lokalnych targów żywności oraz producentów żywności ekologicznej.

Zalety żywności wytwarzanej lokalnie są wielorakie: wspomagamy lokalnych producentów, kupujemy to, co zdrowe i certyfikowane, a także nie powiększamy tzw. carbon footprint; nie zapominajmy, że owoce z drugiego końca świata nie teleportowały się do sklepu. Trzeba je było przewieźć, nierzadko jeszcze niedojrzałe, potem doprowadzane do odpowiedniego stanu w dojrzewalniach, a to kosztuje, zajmuje czas i nie pomaga środowisku.